„Niech każdy oddech…”

Przetłumaczone przeze mnie „Let Every Breath” (autorstwa Vladimira Vasilieva oraz Scotta Mereditha) a więc „Niech każdy oddech…” to epicentrum i środek Systemy. Mogę również użyć innej analogii. Wyobraźcie sobie duże drzewo, które ma silne i zdrowe gałęzie a także smaczne owoce i zielone liście. Od czego jest to zależne? Rzecz jasna od jakości i siły korzenia. Drzewo ze słabym korzeniem nie da dobrych owoców i jego gałęzie będą stosunkowo kruche i łamliwe. Tym korzeniem w przypadku człowieka jest oddychanie. To jest źródło naszej siły, jednak mało kto jest tego świadomy i mało kto wie jak operować oddechem w sposób płynny, lekki i pewny. Oddychanie jest podstawą zdrowia. Pozwala kontrolować procesy fizjologiczne oraz psychikę szczególnie w sytuacjach gdzie stres oraz strach jest intensywny. Jeśli dany człowiek chociaż w części zrozumie i doświadczy takiej właśnie mocy oddychania już nigdy więcej nie zlekceważy tej jakże prostej a jednocześnie złożonej funkcji organizmu. I to jest właśnie podstawa tych ćwiczeń zawartych w książce. Jeśli ktoś je potraktuje tylko jako ruchy fizyczne to praktycznie nie wiele skorzysta, ale jeśli podejdzie do nich jako do pracy oddechowej to…sam zauważy kolosalną różnicę. Nie przetłumaczyłem tej książki ot tak sobie, ponieważ nie tracę czasu na pierdoły które uważam za nie mające wartości. Uważam tę małą książeczkę za ‚perłę’ w kulturze fizycznej, treningach fizycznych, psychologicznych oraz duchowych.
Proste wskazówki jak pracować z tymi ćwiczeniami w książce.
 
1. Wybierz ćwiczenia które pozwalają Ci kontrolować i redukować stres a także zmieniać stan emocjonalny. Jesteśmy różni jako ludzie a to oznacza iż nasze ciało oraz psychika mogą reagować bardzo różnie na rozmaite ruchy. Gdy ja czuję silniejszy stres, destabilizację emocjonalną lub potrzebuje więcej energii mogę wykonać kilka prostych i powolnych pompek, ale dla przykładu mój znajomy używa do tego wariacji przysiadów, ponieważ lepiej one wpływają na niego. Tutaj trzeba trochę ‚poszperać’ samemu i zobaczyć faktycznie co jest dobre dla nas. To również zależy od miejsca, czasu i sytuacji. Gdy jesteśmy w domu to aby się odstresować możemy skorzystać z przewrotów, ale gdy powiedzmy jesteśmy przed rozmową kwalifikacyjną a czujemy stresik to wówczas możemy użyć ‚niewidocznej’ i subtelnej sekwencji napięcia i relaksacji lub metody liczenia oddechu. Potraktuj to jako formę nauki i pracy. Badaj i odkrywaj. Bądź cierpliwy i nie rezygnuj od razu ponieważ się nie udało. To jest umiejętność i wymaga praktyki. Przy okazji lepiej poznajesz i rozumiesz siebie.
 
2. Wykonuj ćwiczenia które Twój umysł albo ignoruje albo się ich boi. Nasza psychika ma takie specyficzne mechanizmy obronne i komplikujące. Sprawia że bronimy się przed tym co zrobić raczej musimy. Stąd też właśnie rodzą się wymówki – ‚a bo to, a bo tamto, bo czas nie ten, bo pora nie ta, bo jednak jeszcze nie, bo ubrania nie mam…”. Wiadomo – bla bla naszego umysłu. Im więcej wymówek się wam tworzy przed zrobieniem czegoś, tym bardziej dostajecie prosty sygnał że to jest właśnie dla was. A nawet jeśli nie, to nic nie tracicie, ale jak macie się inaczej dowiedzieć gdy nie spróbujecie? To się tyczy nie tylko ćwiczeń oddechowych, fizycznych, ale również wielu innych obszarów w życiu. Sprawdźcie siebie tutaj. Tylko wy szczerze wiecie czego możecie unikać. W przypadku ćwiczeń z „Let Every Breath” moim osobistym ‚piekłem’ i dyskomfortem przed którym zawsze czuje jakieś opory są ćwiczenia z zatrzymaniem tlenu oraz powolne wznosy nóg. Wznosy to moja personalna ‚udręka’. Jakoś tak po prostu nie znoszę wręcz tego palenia w brzuchu który czuje podczas wykonywania tego ćwiczenia i czasem 10 minutowy wznos mam wrażenie trwa dla mnie blisko godzinę…Ale wiem że moja psychika i ciało tego potrzebuje. Nie podchodzę do tematu emocjonalnie, tylko na luzie, robię swoje bo zdrowie się dla mnie liczy, a możliwości jakie odblokowują wznosy dla mnie są warte tego czasu i dyskomfortu. Wraz z praktyką uodporniłem się na wewnętrzny monolog mojego umysłu. Wciąż jakoś nie skaczę z radości na myśl o wznosach, ale z drugiej strony też jakoś wybitnie się nie przymuszam. Wznosy nóg bardzo ładnie i skutecznie ‚czyszczą’ napięcie oraz wzmacniają sekcję środkową, sprawiając że kręgosłup staje się bardziej zwinny, mobilny i silniejszy. To z kolei świetnie się przekłada na akrobatyczne ruchy które z kolei mi sprawiają sporo zabawy i przyjemności. Tutaj jest niezwykle ciekawa życiowa lekcja: gdy robisz coś dyskomfortowego i nieprzyjemnego, to wówczas tworzysz więcej przestrzeni na coś przyjemnego i komfortowego. Polecam to przeczytać raz jeszcze i zapamiętać na dobre. Widzicie, jak proste i niewinne z pozoru ćwiczenia mogą dać wiele ciekawej i cennej życiowej wiedzy. Lecz musicie trenować głębiej i obserwować siebie w tym procesie. Świadomość jest kluczem. To jest także jeden z kłopotów dzisiejszego świata, chcielibyśmy robić tylko to co kochamy i sprawia nam przyjemność. Ale tak życie nie funkcjonuje…Trzeba popracować nad swoim słabościami. Dlatego sami odkryjcie co sprawia wam największą trudność i zacznijcie to praktykować częściej, i tutaj najlepiej posłuchać bardzo mądrej i użytecznej rady pochodzącej od Arnolda Schwarzenegera: trenujcie najpierw to w czym jesteście słabi. A od siebie nawet polecę by sobie trochę te ‚słabe’ ćwiczenia rozbić w ciągu dnia. Zobaczycie piękne efekty…
 
3. Ignorowanie prostych rzeczy i wysoka duma. Leonardo da Vinci powiedział dekady temu tak: „Ignorancja jest największą przeszkodą do wiedzy”. To prawda. W ciągu lat, miesięcy a nawet kilkukrotnie w ciągu jednego dnia może nam umknąć mnóstwo dobrej wiedzy i doświadczenia tylko dlatego że jesteśmy zamknięcie w swoich własnych schematach myślowych i często ‚wiemy lepiej’! To nasza duma. Jedną z najtrudniejszych rzeczy i wyzwań dla człowieka który faktycznie chcę żyć pełną piersią i odkrywać prawdziwą wiedzę jest okazanie pokory i przełknięcie swojej dumy. Za to właśnie między innymi jestem bardzo wdzięczny ćwiczeniom Systemy, ponieważ aby osiągnąć chociaż przyzwoity stopień umiejętności w tej sztuce trzeba na prawdę być pokorną osobą. Pewną siebie ale pokorną. Stąd też te dwie piękne frazy: „Nie użalaj się nad sobą” i „Zachowaj pokorę”. Ich dosłowne praktykowanie ustawia po środku. Daję te harmonię. Nie jest to zawsze przyjemny proces ponieważ może się okazać iż wkroczymy w obszary swojej psychiki i serca do których dawno nie zaglądaliśmy. Ta jednak percepcja i świadomość przychodzi z czasem i oczywiście ze szczerym treningiem. Patrząc na ćwiczenia z „Niech każdy oddech…” jestem bardzo mocno przekonany że sekwencja napięcia i relaksacji oraz spacer oddechowy będą właśnie tymi dwoma ćwiczeniami ignorowanymi najbardziej i spychanymi na drugi plan, uważane jako zbyt proste i podstawowe. Wiem bo sam tak robiłem…Duży błąd. Te ćwiczenia są fundamentem tej sztuki. Dają precyzyjną kontrolę nad mięśniami oraz oddechem. Dwie zasadnicze umiejętności które w swoim ‚arsenale’ powinien mieć każdy atleta jak i regularny człowiek. Są to również świetne praktyki pozwalające zredukować fizyczny i psychologiczny stres. Jednak mogą być pomijane ponieważ nie wyglądają efektownie. A my jako ludzie mamy tendencję do kierowania uwagi i wzroku tam gdzie są flesze, błyskotki i triki. Dlatego łatwo nam mydlić oczy. Efektywniej wygląda stanie na jednej ręce aniżeli leżenie na podłodze i napinanie oraz relaksowanie mięśni albo spacer ze świadomym oddychaniem. Ale geniusz i mistrzostwo tych dwóch praktyk tkwi w ich prostocie, podobnie zresztą jak pozostałych…Nie można praktycznie stworzyć żadnej wymówki. A dodatkowo w delikatny i bezinwazyjny sposób ‚programują’ prawidłowy sposób oddychania do naszego systemu nerwowego oraz psychiki.
 
4. Koncepty zawarte w „Niech każdy oddech…” są uniwersalne. Mogą zostać zastosowane i zmodyfikowane do każdego rodzaju wysiłku fizycznego lub mentalnego. Nie ma przeszkód. Zwolnić tempo ruchu można w każdym ćwiczeniu, podobnie jak w każdym można rozpoczynać, prowadzić i kończyć ruch oddechem. Dlaczego? Ponieważ zawsze oddychamy! Te ćwiczenia można płynnie i elastycznie modyfikować pod swoje potrzeby. Powiedzmy przed treningiem z ciężarami lub gimnastycznie gdzie potrzeba wysokiego napięcia kilka sekwencji napięcia i relaksacji działa znakomicie, ponieważ tworzy balans pomiędzy napiętym a zrelaksowanym tonusem mięśni. Gdy nasze mięśnie są zbyt mocno spięte, kilka powolnych pompek i przysiadów oddechowych niemalże natychmiast zwiększa plastyczność i mobilność organizmu a także poszerza koncentrację w psychice. Techniki Oddechu Przenikającego świetnia działają w przypadku regenerowania się po ciężkiej sesji treningowej. Wstrzymywanie powietrza pozwala uspokoić umysł przed trudnym zadaniem lub wyzwaniem…Jest tego mnogość. Nie trzeba od razu całkowicie poświęcać się wszystkim ćwiczeniom. Wystarczy sobie wziąć kilka ruchów i konceptów oraz praktykować je przez pewien okres czasu i zobaczyć jakie efekty oraz rezultaty dają. Gdy zobaczycie efekty to sami zdecydujecie czy będziecie chcieli studiować to głębiej czy też nie. Ale nie praktykując tego, nie będziecie w stanie o tym wiedzieć. Jeśli kogoś na prawdę interesuje zdrowie, wolność ruchowa, psychologia, duchowość i atletyzm w jednym, prostym i minimalistycznym pakiecie zdecydowanie powinien sięgnąć po tę pozycję. Jest tak prosta iż może zostać łatwo przeoczona i zignorowana.
 
Mówię to jako osoba która ciągle poszukuje praktycznej i skutecznej wiedzy oraz studiuje sporo metod. Buddyzm, zen, psychologia, fizjologia, biomechanika, gimnastyka…Systema z mojego osobistego punktu widzenia łączy to wszystko w jedną spójną całość i do tej pory nie spotkałem metody tak wszechstronnej i głębokiej jednocześnie. Po czterech latach studiowania tej sztuki dopiero zaczynam przedzierać się przez mgłę i widzieć precyzyjniej pewne rzeczy, ale wciąż nie wiele rozumiem i to jest dla mnie ekscytujące wyzwanie…
 
„Niech każdy oddech…” plus wskazówki Vladimira oraz „Russian System Guidebook” są do kupienia w dalszym ciągu.
Reklamy

Wewnętrzny rozwój

Jeśli ktoś się rozwija w świecie zewnętrznym bez spojrzenia wewnątrz siebie to będzie to bardzo ciężki rozwój. Być może w młodym wieku jest to jeszcze nie do końca widoczne, ale wraz z wiekiem co raz bardziej…To droga pełna napięcia, stresu i frustracji. Kosztuje sporo siły i energii. Możesz być silny i inteligentny, ale wciąż będzie się to opierać jedynie na elementach z zewnątrz. Ktoś powie coś dobrego i pochwali, czujesz siłę i moc. Ktoś skrytykuje lub obrazi nagle zachowujesz się wrogo albo tracisz całkowicie spokój i motywację. Jeśli to brzmi znajomo dla kogokolwiek z was, to znaczy że cała wasza uwaga jest kierowana na zewnątrz. Nie masz kontroli nad sobą, ale za wszelką cenę chcesz kontrolować to co jest na zewnątrz. Jest to męcząca droga, którą i tak prowadzi większość populacji. Jest to tak zwane ‚bieganie’ za chwilowymi przyjemnościami które nasz instynkt samozachowawczy pragnie. Kocha wręcz pochwały, bicie braw, bycie w centrum uwagi, zainteresowanie, aprobatę. Nie ma w tym nic złego, ale z drugiej strony to takie życie z góry na dół, z dołu do góry, a środka i harmonii nie ma…Gdy ktoś nas nie usłyszy, nie zauważy, nie doceni, nie pochwali, zignoruje, to nagle smutek, złość, gniew. Niektórzy ludzie wchodzą w rolę ‚ofiary’ i użalają się nad sobą. Zgadnijcie po co? Po to aby ego mogło dostać trochę tego zainteresowania, aby ktoś mógł się nad nami rozczulić, ‚pogłaskać’. Nauczyliśmy się tego zachowania będąc już mały dziećmi. Zauważyliśmy sprytnie że jak będziemy płakać, rozczulać się nad sobą i pokazywać jak cierpimy to wówczas rodzic podejdzie, okaże zainteresowanie, czułość, akceptacje, bliskość…Sprytne, co nie? Niektórzy ludzie w życiu dorosłym wciąż stosują ten dziecinny mechanizm ego..W Systemie między innymi podczas długodystansowych pozycji statycznych lub ‚żółwich’ powtórzeń można usłyszeć frazę ‚nie użalaj się nad sobą’ (don’t feel sorry for yourself). To głęboka psychologiczna praca. Warto zwrócić uwagę na siebie w tym kierunku. Ponieważ nasz samozachowawczy instynkt oraz różnego rodzaju wzorce postępowań których nauczyliśmy się w dzieciństwie wciąż mogą istnieć. I zazwyczaj są trudne do zlokalizowania ponieważ są bardzo subtelne i ukryte. Dlatego Systema to między innymi sztuka identyfikacji właśnie takich drobnych zachowań oraz mechanizmów. Tutaj trenując w tym stylu, wypłynie wszystko na powierzchnie. Nie da się ukryć niczego.
Ale to nie koniec. Jeśli ktoś cały czas rozwija się na zewnątrz i cała jego koncentracja idzie w tym kierunku, a nie dostanie w dalszym ciągu tego czego chcę…Emocje mogą poprowadzić taką osobę w drugim kierunku…W kierunku dominacji oraz kontroli. Tego typu ludzie chcą egzekwować szacunek i akceptacje w sposób siłowy. Chcą wymusić tego typu rzeczy. Są to często ludzie o obsesyjnym myśleniu i chęci panowania nad tą planetą lub uważają że mają jakąś misję do spełnienia. Są to zarówno zbawiciele jak i agresorzy. W dalszym jednak ciągu sprowadza się to do prostego mechanizmu: poszukiwania pewnych emocji i stanów na zewnątrz. To jest właśnie to nastawienie które kreuje portret ‚zbawiciela’, ‚ofiary’, ‚dominatora’. We wczesnym dzieciństwie osoby które psychologicznie lub fizycznie znęcały się nad słabszymi odkrywały w ten sposób że dzięki temu mogą się poczuć lepiej. Obniżając wartość drugiego człowieka, można ‚sztucznie’ podnieść swoją, a raczej jedynie połechtać ego przez krótki czas. To nie jest szczęście! To tylko chwilowa przyjemność, jak narkotyk…A wszyscy i tak doskonale wiedzą do jakiego miejsca prowadzą zabawy z narkotykami. Do ośrodków albo do grobu. Kontrolowanie i dominowanie może dawać poczucie siły. Przykład jaki od razu mi się nasuwa to Adolf Hitler, on perfekcyjnie wykorzystał emocje gniewu i nienawiści. Pomijam kwestię moralności, spójrzmy chłodnym okiem, był silny. Osoba słaba nie jest w stanie podbić połowy świata, ba, nawet nie ma odwagi by o czymś takim pomyśleć. Ale jest to iluzoryczna siła, oparta na agresji i nienawiści. Tak na prawdę jest to krzyk w stylu ‚chcę poczuć się dobrze, chcę dostać akceptacji, aprobaty’. A historia Hitlera pokazuje że w dzieciństwie był on artystą, chciał tylko rysować, lecz nikt go nie zauważył, nie dostrzegł…a to go trochę ekhmm wkurzyło. I proszę żeby mi nikt czasem nie próbował wyskoczyć z tekstem że usiłuje wybielić albo usprawiedliwić zachowanie Hitlera, bo tak nie jest. Chcę tylko na bazie tego przykładu pokazać szerszą perspektywę, wyższą świadomość abyście mogli również lepiej poznać i zrozumieć swoje zachowania i emocje. Bardzo dobrze jest być silnym, ale również warto wiedzieć na jakiej drodze ta siła jest kształtowana. Droga relaksacji czy napięcia? Mając bardzo dużo siły oraz wiedzy pojawia się inne wyzwanie..aby nie wpaść w zbyt wysoką dumę i pyszałkowatość. Ego może zostać rozdmuchane do takiego stopnia iż ciężko w ogóle cokolwiek dostrzec w okół siebie. Liczy się tylko siła i tylko władza. Chęć nieustannej kontroli. A czego nie da się kontrolować, to walczymy! Pokora jest medykamentem w tej kwestii. Dlatego w Systemie stosując między innymi ćwiczenia z zatrzymaniem oddechu pojawia się inna fraza – ‚zachowaj spokój i pokorę’. Im większa chęć kontroli, tym mniej spokoju w psychice. Tak to działa. Pokora pozwala Ci wyhamować tuż przed upadkiem. Doświadczyłem tego parę razy sam na własnej skórze…jak wysokie ego, brak ogłady i pokory sprowadzał mnie za każdym razem na ziemię. Za każdym!!! Teraz to czego boję się najbardziej w życiu to mojego własnego ego, a nie tam pierdół ze świata zewnętrznego, co kto może sobie pomyśleć etc. Najwięcej szkód jeśli pojawia się w naszym życiu to nie kwestia tego co tam jest na zewnątrz, to kwestia tego co leży w naszej psychice i sercu. Zamiast szukać rozwiązania w świecie zewnętrznym polecam wnikliwiej się przyjrzeć swojemu nastawieniu.
Rozwój tylko i wyłącznie na zewnątrz nie daje w dłuższym dystansie satysfakcji oraz spokoju i szczęścia. Ciągle pojawia się coś co to zakłóca. Dlatego ludzie uwierzyli że szczęście i wolność to rarytas i tylko niektórzy mogą go doświadczyć, szczególnie Ci którzy są celebrytami, zawodowymi sportowcami i bogaczami….HAHAHAHA! Najbardziej śmieszne i absurdalne przekonanie na tej planecie! Ale jet wygodne dla wielu osób, ponieważ nie wymaga podjęcia odpowiedzialności i bycia uczciwym wobec siebie. To zawsze budzi strach. Sprawdzenie tego co jest wewnątrz nas, wartości, emocji, myśli jest niewygodne. W Rosji jest powiedzenie: „Lepiej zostać uderzonym w twarz prawdą aniżeli zostać pocałowanym przez kłamstwo”. Piękne powiedzenie. Rozwój wewnętrzny jest inny. Dlatego że jest niezwykle rzadki, jest również traktowany bardzo wrogo. Gdy rzucicie słowo: rozwój psychologiczno-duchowy to zobaczycie mnóstwo ciekawych reakcji. Często wręcz osoby będą podnosić głos, wkurzać się, denerwować…jakby coś ich dotknęło jednak. Bo gdy nic nikogo nie dotyka, to nie ma hałasu, niepokoju i nerwów. Po prostu, nie ma…Lubię tego rodzaju eksperymenty przeprowadzać, bo fajne reakcje można zobaczyć…Niektórzy krzyczą: „To ezoteryczne gówno”. Odpowiadam: ale co jest ezoterycznego w byciu maksymalnie odpowiedzialnym i szczerym wobec siebie? Właśnie…Ludziom do teraz się dziwnie kojarzy ten obszar…Ale rozwój wewnętrzny to rozwój oparty na cechach takich jak odwaga, cierpliwość, akceptacja, otwartość, spójność, spokój, szczerość, życzliwość…Co w tym ezoterycznego lub kosmicznego? Podstawowe ludzkie wartości, ale są dosłownie widoczne w świecie zewnętrznym jak spadająca kometa na niebie. Rzadkie, oj bardzo rzadkie, ekstremalnie wręcz…
Rozwój w świecie zewnętrznym to często rozwój oparty na pokazówkach oraz udowadnianiu…Męczące potwornie. Pokażesz coś jednym ludziom, udowodnisz innym i gdy wydaje Ci się że to już wystarczy…Pojawiają się następnie którzy chcą abyś udowodnił to i to, pokazał to i to. Ciągle im mało…Jeśli taką ścieżkę w życiu obrałeś to ok, ale bądź jednocześnie przygotowany że będziesz musiał pokazywać i udowadniać w nieskończoność. Ale gdy działasz w pełni spójnie i szczerze ze sobą, wówczas przestaje Cię to interesować..Ten artykuł na przykład może wywołać sporo emocji. Im więcej poruszyło coś w danym człowieku, tym lepszą pracę wykonał. Ale tylko dana osoba jest w stanie poczuć co w niej mogło się uruchomić, co wyszło na jaw, co odkryła o sobie lub potwierdziła…

Siła i mądrość natury

Obecnie jestem w takim punkcie swojego życia że z każdym dniem czuję, widzę, słyszę więcej. Można dostrzec mnóstwo rzeczy które są niezmienne od wieków i wciąż są do naszej dyspozycji, ale po drodze zatraciliśmy tę zdolność do pełnego i funkcjonalnego korzystania z naszych zmysłów. Tkwiąc nieustannie w głowie, w natłoku myśli, zmartwień, stresu można przeoczyć niesłychanie sporo wiedzy i życia. Bardzo sobię cenię i szanuje ludzi którzy podziwiają i kochają naturę, bo wiem że ich serce jest wypełnione wdzięcznością, spokojem i ciepłem. Ci którzy żyją w zgodzie z pewnymi prawami natury dostają jej cenne prezenty w postaci mądrości, siły, spokoju, witalności i wolności. Im więcej spędzasz czasu w przyrodzie, na świeżym powietrzu, ale nie mówię tylko w mieście, mówię przede wszystkim o czystej naturze, w górach, nad wodą, w lesie, na łące…to zaczynasz mniej i mniej odczuwać strach. Nie można jednocześnie doceniać majstersztyku piękna i odczuwać negatywne emocje. Dlatego też bardzo częstą wskazówką dla osób które mogą mieć kłopoty z emocjami, natłokiem myśli lub stany depresyjne jest spędzać więcej czasu na zewnątrz, w przyrodzie. Jest to również świetny test: jeśli mniej i mniej czujesz radość z samego przebywania i doceniania uroków natury to zapewne zamknąłeś się mocno w obecnym nowoczesnym świecie lub też sporo strachu i stresu się w Tobie znajduje. Ale jedno wiąże się z tym drugim, więc na to samo wychodzi. Oczywiście nie mówię żeby nagle zostawić wszystko, przenieść się w góry lub wyprowadzić na wieś…Mamy też swoje obowiązki, pracę, przyjaciół etc. Skrajności są zawsze szkodliwe. To co chcę powiedzieć to aby troszkę więcej czasu spędzać w naturze..szczególnie polecam to osobom które żyją w miejskim zgiełku. Nawet w dużych miastach są miejsca zaciszne, naturalne parki, piękne widoki, więc właściwie wymówek nie ma. Trening, praca, nauka – wszystko to może być wykonane na zewnątrz. Efekt jest podwajany, ponieważ jakikolwiek kontakt z naturą sprawia że dusza staje się bardziej wolna i silniejsza. Najbardziej zdumiewa mnie do dziś jak niektóre style oraz formy obronne uczą technik walki tylko i wyłącznie w środku. W klubach, siłowniach, salach gimnastycznych. Rzecz jasna ma to swoje miejsce, jednakże zachęcałbym również do zwiększania treningów na zewnątrz. Zimą, latem, w deszczu, gdy jest gorąco…Tak teraz opierając się na zwyłej logice, gdzie dochodzi do większości różnego rodzaju starć oraz konfrontacji? Głównie na zewnątrz, na ulicy…Dlatego aby zachować szczerość oraz realizm w treningu warto zdecydowanie trenować w różnych środowiskach. Można do obrony nawet wykorzystać elementy które daje nam natura – drzewa, kamienie, śliską nawierzchnię…Ale jak mamy ją wykorzystać, skoro nawet świadomości tego nie posiadamy. Jak powiedział to jeden z najlepszych nauczycieli Systemy, Martin Wheeler: „Dobrze jest czuć swąd brudnej ziemii gdy trenujesz z partnerem na ziemii”. Jest ‚coś’ w tym co właśnie wzmacnia w ten sposób siłę i duszę wojownika. Jest to trudne do określenia słowami, ale bardzo łatwe do odczucia w pełni zmysłami jeśli świadomość jest bardzo wysoka. W naturze jest mnóstwo wiedzy i lekcji. Jeśli chcemy to możemy je wykorzystać. Przedstawię wam kilka z nich…

1. Cykliczność. Mamy lato, zimę, wiosnę, jesień. Mamy również dzień i noc. Z rana zazwyczaj budzimy się do życia podobnież jak przyroda, następnie wszystko tętni i pracuje, by wreszcie pojawiła się noc i większość przygotowała się do spoczynku. Stosując ten prosty i naturalny mechanizm można na prawdę osiągnąć wysoki stan witalności i zdrowia. Jak? Niech każdy się wysili i odkryje na swój sposób. Jako wyzwanie. To może być dobra zabawa. Podpowiem chociażby w kontekście jednej sesji treningowej. Niech ona będzie wyglądać w zbliżeniu jak poranek, południe i noc. W treningu dobrze jest najpierw się rozbudzić, zacząć lekko, potem stopniowo i płynnie wchodzimy na ‚wyższe obroty’, by na koniec przejść gładko do stanu regeneracji oraz relaksacji. Jest to najprostsza i najskuteczniejsza metoda treningowa stosowana od wieków…Jeśli jej przestrzegacie świadomie to zawsze jesteście na dobrej drodze. Tego rodzaju cykliczność można stosować bardzo kreatywnie i elastycznie, wszystko zależy od człowieka i tego czym się zajmuje.

2. Akceptacja i otwartość. Natura nie ocenia. Nie wybiera i nie selekcjonuje kto dostanie słońce, komu przypadnie deszcze…Jeśli w danym miejscu pada, to pada dla wszystkich ludzi jednakowo. To jest niezwykle cenna i głęboka lekcja. My jako ludzie jesteśmy czasem odnoszę wrażenie ‚chodzącymy analizatorami’. Ocenianie wszystkiego i wszystkich to niezdrowy nawyk który zazwyczaj wynika z niepewności, lęku, niskiej samooceny oraz wysokiej dumy. Zdrowa ocena gdzie widzisz przejrzyście i klarownie sytuacje a także kontekst dzięki czemu możesz podjąć specyficzne działania są naszą naturalną umiejętnością, ale gdy wymknie się nam z pod kontroli staje się obsesyjne i przez to umyka nam mnóstwo pięknych doświadczeń oraz bogactwa wiedzy. Nawet sobie nie wyobrażacie ile sam się łapałem na zbyt pochopnej ocenie czegoś lub kogoś, zanim zdążyłem to sprawdzić szczerze w pratyce lub faktycznie bliżej poznać daną osobę. Nadmierna ocena zawsze zazwyczaj pochodzi z kilku powierzchownych informacji. Dobrym, wręcz bardzo dobrym psychologicznym ćwiczeniem które już kiedyś polecałem jest łapanie się na nadmiernym ocenianiu a zamiast tego pozwolenie sobie na więcej akceptacji i otwartości. Systematycznie i cierpliwie zmieni wam to percepcję życia.

3. Nieustanna praca. W przyrodzie wszystko pracuje. Cyrkulucja powietrza, wiatr, ciśnienie, grawitacja…Te wszystkie małe atomy i molekuły wciąż są w nieustannym ruchu. Wszystko jest dynamiczne, chociaż czasami może się wydawać statyczne. Dokładnie identycznie jest z nami ludźmi. Ciągle pracujemy. Jesteśmy częścią ekosystemu, właściwie to składamy się z mnóstwa mniejszych i większych systemów które przez 24 godziny na dobę nie mogą się zatrzymać bo inaczej bylibyśmy martwi. Nawet leżąc, ruch nie ustaje, krew i powietrze krążą, myśli, emocje..To nie jest kwestia czy my pracujemy, to kwestia raczej w jaki sposób to robimy i czy w ogóle mamy tego świadomość.

4. Nieprzewidywalność i zmienność. „Nigdy nie chwal dnia przed zachodem słońca”. Naturę często ciężko zrozumieć. Owszem próbujemy coś przewidzieć. Możemy nawet całkiem precyzyjnie prognozować pogodę i warunki klimatyczne, a mimo to zawsze gdzieś w cieniu jest ten element niespodzianki, zaskoczenia. Może się zdarzyć coś zupełnie niespodziewanego. Stan pogody można jedynie rozpoznać z kilkudniowym wyprzedzeniem, a i tak są to jedynie ogólnikowe informacje. Dalej się już raczej nie da…I to co będzie oraz jak będzie to wyglądać jest niezależne ostatecznie od nas. Warto w życiu być wszechstronnym i spontanicznym. Są różne sytuacje, dlatego dobrze jest odnajdywać się w wielu scenariuszach. Kluczem do fajnego luzu w życiu jest dać się zaskakiwać, ale jednocześnie mieć świadomość że jest to część życia tutaj. Warto się nauczyć odnajdywać w różnych zmiennych warunkach, dlatego jeśli trenujesz…a wyobraźnia Ci podpowiada – ‚a co gdybym zrobił to tak..’, to nie ignoruj tego. Wykorzystaj to. Moja rada dla Ciebie: zaskocz się, zaskocz swój umysł, zaskocz samego siebie. Masz moc do tego! Ucz się od natury.

5. Harmonia. Jest deszcz, jest wręcz przygnębiająca i posępna pogoda. Jak również jest słońce, ciepło, zieleń i kolory. Wszystko ma swoje miejsce i swój specyficzny urok. Kwestia jak na to spojrzysz. To jest często ściśle powiązane z naszymi emocjami. Nie cały czas słońce grzeje, nie cały czas pada deszcz. Są momenty kiedy możemy się czuć gorzej i słabiej, są chwile kiedy czujemy wiatr we włosach i moc. Wszystko i tak przemija koniec końców. Po silnej wichurze i burzy zazwyczaj jest spokój i cisza. Po wielkiej ulewie rozjaśnienie i tęcza. Jest to niesamowita mądrość i lekcja jaka płynie z naszej przyrody. Jeśli widzisz słabą (dodajmy że większości ludzi) pogodę powiedzmy deszczową, to nie uciekaj i nie zniechęcaj się od razu. Wyjdź i zrób trening. Przejdź się. Nie chowaj się. Jeśli będziesz tak robił świadomie, to wówczas polepszą Ci się umiejętności przeżywania własnych emocji. Te wahania nastrojów połączone ze stanem pogody wręcz precyzyjnie pokazują jak duże emocjonalne kłopoty mamy jako ludzie. Deszcz niektórych demotywuje, obniża zapał, nie zrobią wielu rzeczy nawet z jego powodu. Gdy jest słońce to nagle z kolei odżywają, mają energię i motywacje. Wszystko ok, ale w dalszym ciągu nie jesteś wolny i stabilny bo jesteś zależny od pogody, podobnież jak jednocześnie od swoich emocji. Masa osób tak żyje…Robią coś tylko wtedy gdy czują ‚pozytywne emocje’ ale gdy tylko pojawią się mniej przyjemne to rezygnują albo nie podejmują działań. Nagle motywacja została wypalona.

6. Siła. Mimo że natura jest piękna i mądra, jednocześnie jest niesamowicie silna. Od początków naszej cywilizacji aż po dzień dzisiejszy to MY musimy się do niej dostosowywać w większości przypadków. Nie odwrotnie. Gdy człowiek zaczyna być zbyt dumny i egocentryczny to wówczas zaczyna okazywać mniej szacunku do tego co go otacza, między innymi do przyrody. Uważa że jest władcą i panem..To się rzadko a wręcz nigdy dobrze nie kończy. Osobiście wierzę iż jesteśmy gośćmi na tej planecie. Wyobraźcie sobie że zapraszacie kogoś do swojego domu, chcecie aby poczuł się komfortowo, bezpiecznie i ogólnie jak u siebie..Ale teraz ta osoba zaczyna nadużywać gościny, staje się zbyt agresywna i zaborcza..Natura ma swoje sposoby by pokazać jak czasem również potrafi być okrutna, w zasadzie również jako człowiek. Do dziś nie znaleźliśmy sposobu na potężne trzęsienia ziemii, sztormy, huragany. Gdy się one pojawiają to ludzie jedynie są zdani na łaskę przyrody. To moim zdaniem sposób natury na lekcję pokory. Dlatego warto żyć z nią w zgodzie.

To tylko kilka prostszych odniesień i lekcji, w zasadzie jedynie po to aby nieco wyostrzyć oraz poszerzyć waszą świadomość na pewne elementy i mechanizmy. Nie jest to nic nowego. To zawsze tu jest. I to na wyciągnięcie ręki, ale mimo to jako ludzie często nie chcemy tego widzieć.

Inwentaryzacja

Nasze ciało, umysł oraz serce są jednym wielkim ‚magazynem’ rozmaitych myśli, emocji, napięć, przekonań i wiedzy o nas samych. Dlatego polecam regularnie i świadomie zejść do tego magazynu i sprawdzić co w nim się znajduje.
Są osoby które mogły unikać ‚inwentaryzacji’ przez tygodnie, miesiące a nawet lata. Są ludzie którzy umierają i odchodzą z tego świata, tak na prawdę nigdy nie dowiedziawszy się prawdy o sobie, i kim byli w rzeczywistości. Być może przeżyli całe życie przybierając specyficzne formy oraz maski które w sposób podświadomy tłumiły różnego rodzaju emocje i przekonania znajdujące się głęboko w tym magazynie. Dla osób które długo czegoś takiego nie wykonywały może to być bolesne doświadczenie. Dyskomfortowe i nieprzyjemne. Wiem bo sam przez to przechodziłem. Trzeba zdecydowanie wykazać się twardą psychiką, odwagą, pokorą i ciekawością jednocześnie by zejść w obszary które niekoniecznie spowodują uśmiech i radość na naszej twarzy. Zapomniałem dodać o maksymalnej szczerości i uczciwości wobec siebie. Może się zdarzyć tak iż podczas tego rodzaju ‚inwentarza’ będziemy chcieli logicznie selekcjonować i traktować wybiórczo pewne elementy. „A to jest nieważne”, „to się nie liczy bo…”. Miejcie to na uwadze i bądźcie czujni w tej w kwestii, bo to właśnie to co traktujemy marginalnie i uważamy że jest nieważne, ma zazwyczaj największą moc i kontrolę nad nami. Nie wiem co to jest dla was. To już każdy sam musi znaleźć. Taka inwentaryzacja ‚ludzkiego magazynu’ to twardy trening, dlatego polecam wyluzować. Wiem, wiem iż w takiej sytuacji jest to najtrudniejsza z możliwych rzeczy, ale na prawdę polecam się nawet zmusić do relaksu i spokoju. Dzięki temu wytrwacie w tym…Jeśli się zepniecie, to zrezygnujecie w połowie drogi zapewne i wtedy…jest jeszcze gorzej, ponieważ zaczęliście coś a nie skończyliście i teraz to będzie się ciągło i ciągło za wami. Zasada jest prosta: jak już coś zaczęliście to skończcie to, chociaż nie wiem co by się działo! Niedokończone rzeczy zostawiają za sobą smród i są jak kamień u nogi. Dlatego albo maksymalnie idziecie do przodu i do końca w tej inwentaryzacji albo nie zaczynajcie w ogóle. To moja przestroga dla was. Jeśli macie z tym kłopot, skorzystajcie z pomocy kogoś kto wie jak funkcjonują emocjonalne i myślowe procesy drugiego człowieka. Ale zapamiętajcie jedno – tylko wy jesteście odpowiedzialni za swój porządek w swoim magazynie. Nikt inny nie da wam trwałego spokoju i radości. Ktoś może wam pokazać drogę i okazać wsparcie, ale nie przejdzie tego za was. Dlatego polecam pozbyć się tego złudzenia raz na zawsze!
W przypadku pracy z emocjami lubię stosować tak zwaną ‚drabinę emocjonalną’. Są emocje o niskiej energii i emocje o wysokiej energii. Te niskie tworzą napięcia i stres, zabierają żywotność człowieka. Emocje o wysokiej energii dają relaks, swobodę i siłę. Z doświadczenia wiem jedno, ażeby faktycznie stać się mistrzem swoich emocji, mieć nad nimi panowanie, to trzeba doświadczyć ich wszystkich. Szczególnie, ale to SZCZEGÓLNIE emocji o niskiej energii. Bez tego ani rusz. Owszem jakieś ‚skrawki’ odwagi, radości i spokoju będą się pojawiać w życiu, to normalne, ale będzie to ulotne i praktycznie rzecz biorąc niezależne od nas, tylko raczej jako forma daniny. Ale jeśli przejdziecie przez cały ‚tajfun’ i ‚rollercoster’ emocjonalny, to będziecie wiedzieli jaka jest różnica pomiędzy spokojem ponieważ ktoś wam go dał, a spokojem który generujecie sami. Różnica jest OLBRZYMIA, aczkolwiek teraz w tym momencie dopóki nie rozpracowaliście wszystkich swoich emocji to możecie nie wiedzieć nawet o co chodzi. To jest ok. Pewne rzeczy są po za zasięgiem naszej świadomości. To jak z podciąganiem na jednej ręce. Jeśli ktoś nie potrafi się nawet podciągać na dwóch, to nie ma pojęcia co to za uczucie podciągać się na jednej. Może się domyślać, wyobrażać sobie, snuć fantazje, ale w dalszym ciagu NIE WIE tego.
Emocja o najniższej energii to wstyd, emocja o najwyższej to miłość. Cały proces polega na tym że podobnie jak w przypadku treningu fizycznego tutaj potrzeba progresywnej pracy..Ciężko jest przeskoczyć z jednego poziomu do drugiego. To tak jakby oczekiwać że osoba która nie umie wykonać podstawowego przysiadu, nagle zacznie wykonywać go z 100 kg obciążeniem na plecach. Nierealistyczne i baśniowe. Dlatego sporo osób ma problemy z emocjami i tylko nieliczni potrafią wytrwać w tej pracy, ponieważ nie szanują zasady ‚progresji’. Chcą już i natychmiast. To tak nie działa. Bądźmy dorosłymi ludźmi. Dzieci chcą jedynie wszystko już i natychmiast, a gdy tego nie dostają to tupią nogami, płaczą albo rezygnują. Olbrzymia dawka wytrwałości i cierpliwości to podstawa pracy z emocjami! Tutaj trzeba będzie często przejść przez doświadczenia które są trudne. Żal, smutek, gniew, zaprzeczenie, szok, depresja…Jest tego trochę, bo sam przez to przeszedłem. Ale jest to niezwykle oczyszczające i wzmacniające doświadczenie. Warto w tym wytrwać. Nagrodą są stany emocjonalne o wyższej energii jak akceptacja, odwaga, spokój, radość, miłość, życzliwość, łagodność, dobroć, pokora….I najważniejsze: to my sami je generujemy, a nie ktoś nam je daje, lub wręcz wymagamy by ktoś nam je ofiarował i dał. W ten sposób stajemy się samodzielni i pewni siebie. Lepiej się funkcjonuje w świecie, ponieważ przestajesz zbyt mocno wymagać, oczekiwać, zdobywać i poszukiwać. „Przezwyciężyłeś i poznałeś lepiej siebie”, a nie ma niczego równie satysfakcjonującego i dającego siłę.
Pracując z emocjami chcę abyś również podszedł z ‚czystym’ umysłem do nich. Nie oceniaj! Na litość, nie oceniaj jako dobre i złe. Bo wówczas zapętlisz się w nich jeszcze bardziej. Odczuj je i podejdź do nich ze zrozumieniem. To informacja którą dostajesz o sobie. Nie identyfikuj się z nią. Załóżmy że ktoś wymagał czegoś od Ciebie a Ty zwyczajnie nie sprostałeś temu. Masz do tego pełne prawo ponieważ jesteś człowiekiem, ale jednak mimo to możesz czuć się winny. Ok. „Odczuwam poczucie winy” zamiast „Jestem winny”. W pierwszym wypadku podchodzisz ze zrozumieniem i masz dystans. Nie odbierasz tego personalnie. W przypadku numer dwa utożsamiasz się z tym. Wiążesz i kotwiczysz się z tą emocją. Gdy to zrobisz będziesz miał głęboko zakorzenione poczucie winy, które momentalnie zacznie generować specyficzne myśli, a myśli urzeczywistniają się w świecie zewnętrznym. Gdy myślisz o sobie „jestem winny”, to zaczniesz precyzyjnie dostawać w świecie sytuacje i okoliczności które Ci to potwierdzą!
Przeczytaj powyższy paragraf raz jeszcze i raz jeszcze i raz jeszcze. Zrozum to na głębszym poziomie, a zobaczysz jak powoli Twoje życie zacznie ulegać zmianie. Nie identyfikuj się z emocjami. Popatrz na nie z dystansu, odczuj je ale traktuj jako drogowskaz, informacja. Nie musisz się utożsamiać z informacją, na litość!
To bardzo głęboka psychologiczna praca, ale zmieni Cię na każdej płaszczyźnie, ponieważ jeśli nie zapanujesz nad emocjami to one zapanują nad Tobą. A świat jest sterowany przez emocje! Wszystko praktycznie co robimy wiąże się z tym iż chcemy odczuwać specyficzne stany emocjonalne. Od skoków na bungee, poprzez uprawianie sportu, jedzenie słodyczy, picie alkoholu, spożywanie narkotyków…Robimy to po to aby poczuć pewne emocje albo stłumić te których poczuć nie chcemy. Naucz się więc panować nad swoimi emocjami, a możesz to zrobić jedynie poprzez progresywną pracę z każdą z nich z osobna…I przejdziesz przez całkiem spory wachlarz – wstyd, poczucie winy, duma, strach, lęk, gniew, wściekłość, żal, smutek…Oczywiście to wszystko jest zależne od osoby i jej doświadczeń. Niektórzy ludzie muszą zaczynać z poziomu wstydu, inni z poziomu żalu albo strachu. To tak jak w treningu fizycznym. Niektórzy będą zaczynać od pompek z kolan, a inni mogą zacząć od razu od tradycyjnych. Tylko proszę nie oceniaj! To że zaczynasz od kolan nie jest ujmą, to jedynie ‚przystanek’ do innych ruchów, do dalszego treningu na wyższym poziomie, ale nie neguj tego i nie działaj w pośpiechu. Odkryj każdą progresje ze szczerością i uczciwością. Im bardziej uczciwy i pokorny jesteś wobec siebie tym więcej zyskasz. Jeśli w jakiś sposób okłamujesz siebie lub jesteś zbyt dumny, to prędzej czy później też to się odwróci przeciwko Tobie.
Ile może trwać taka inwentaryzacja? Nie mogę tego precyzyjnie określić. To jest zbyt zależne od wielu zmiennych. Od tego czy osoba faktycznie jest zdeterminowana i chętna. Od tego czy jest szczera. Od jej doświadczeń oraz osobowości. Osoby bardzo wrażliwe emocjonalnie potrzebują znacznie więcej czasu i zdecydowanie asysty ze strony profesjonalisty. Osoby twardsze mniej czasu, ale często również dłużej, ponieważ mogą ukrywać bardzo delikatne i miękkie sfery emocji, co również blokuje szybkość i płynność procesu…Jak mówię tutaj nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Każdy ma swoje tempo przyswajania i rozumienia pewnych rzeczy. Są osoby które mają większy kontakt ze swoimi emocjami, mimo że mgliście to jednak czują i dostrzegają pewne elementy, ale są osoby które tak mocno tkwią w świecie zewnętrznym że już całkowicie mogły zapomnieć o swoich prawdziwych emocjach wewnątrz. Ważne aby działać cierpliwie, szczerze i pokornie. To nie jest wyścig i medali za to nikt nie daje.
Gdy inwentaryzacja zostaje raz przeprowadzona dogłębnie i rzetelnie to później już wystarczy tylko schodzić co jakiś czas do ‚magazynu’ i sprawdzać jak to wygląda. Jest już znacznie mniej dyskomfortowo.
Życzę wam wszystkiego dobrego w tej psychologicznej pracy. Jest trudna ale wartościowa. Być może po raz pierwszy w swoim życiu poczujecie co to znaczy na prawdę być człowiekiem i na czym polega generowanie mocy z relaksacji i z wewnątrz siebie.

Leczenie pleców II

Wracając jeszcze do wczorajszego artykułu dotyczącego ‚Leczenia pleców’. Rzecz jasna ledwo liznąłem ten temat, i w żadnym razie nie został on wyczerpany. Każdy profesjonalista i specjalista w tej dziedzinie ma swoje unikatowe ćwiczenia i metodykę. Przedstawiłem podstawowe sposoby, lecz niech słowo ‚podstawowe’ nie myli się z ‚początkującymi’…
 
Kolejne dwa ćwiczenia.
 
Pierwsze z nich zwiększa wrażliwość, świadomość i głębokie czucie kręgosłupa oraz mięśni w okół niego. Im większa zdolność do odczuwania mięśni, tym większa kontrola nad nimi.
 
Można to ćwiczenie wykonywać w dowolnych pozycjach: w pompce, w zwisie z drążka, stojąc..Jednak na sam początek zdecydowanie rekomenduje pozycję leżącą, gdyż jest najłatwiejsza i daje największą możliwość relaksacji oraz koncentracji. Zaczynamy ‚cal po calu’ napinać mięśnie pleców. Zaczynamy od erektorów a więc dolnej partii tuż nad pośladkami, dosłownie mały fragmencik. Następnie przemieszczamy się w górę stopniowo aż dotrzemy do odcinka szyjnego kręgosłupa. W tym właśnie momencie cały kręgosłup jest napięty. Od szyi po lędźwie. Następnie relaksujemy wraz z wydechem, powoli od szyi w dół. W drugim cyklu można powtórzyć to samo lecz tym razem napinając kręgosłup z góry w dół. Wydaje się to proste, ale jest to trudne ćwiczenie, mocno subtelne. Cały trik polega tutaj na kilku rzeczach:
 
a.Napinamy kręgosłup fragmentami…im mniejszy fragment tym lepiej. To zdumiewające odkrycie ile bardzo drobnych mięśni jest w kręgosłupie o których nie mamy nawet zielonego pojęcia. ‚Duże’ ćwiczenia jak mostki, podciąganie, martwy ciąg nie są w stanie do nich dotrzeć, tutaj trzeba użyć innego rodzaju koncentracji…
 
b.Napinając kolejny ‚wyższy’ obszar, nie zwalniamy napięcia z tego poniżej. Jesteśmy go cały czas świadomi. W ten sposób dosłownie łączymy wszystkie drobne i większe mięśnie w kręgosłupie w jedną spójną całość.
 
c.Napięty jest tylko kręgosłup. To jest trudne wyzwanie. Automatycznie może się pojawić tendencja do tego że napinając mięśnie w obszarze lędźwi nagle napina się brzuch, albo w łopatkach i nagle klatka piersiowa napięta..albo nogi, albo w jakiś sposób ramiona…Monitorujcie to. Tylko kręgosłup się napina. Jest to łatwe w teorii, ekstremalnie trudne w praktyce. Tego rodzaju praktyka prowadzi do niesamowitej wolności i kontroli w poruszaniu kręgosłupem. Jest to wysoki poziom umiejętności gdy dany człowiek potrafi kontrolować swoje mięśnie niezależnie od innych. A więc pewne partie są napięte, pewne zrelaksowane. To daje wyższą ekonomiczność oraz mobilność.
 
*Ogólnie rzecz biorąc pierwszym etapem w treningu jest zintegrowanie ciała, tak aby kończyny pracowały spójnie i w sposób skoordynowany z torsem…Ale na późniejszych, wyższych poziomach, niezależność w poruszaniu poszczególnymi partiami i częściami ciała jest następnym krokiem. To nie jest IZOLACJA, to NIEZALEŻNOŚĆ. Nawet poruszając tylko barkiem, wciąż mamy na uwadze i jesteśmy świadomi całego ciała w tym procesie. Niezależność w posługiwaniu się mięśniami była głównym konceptem wielu siłaczy z okresu międzywojennego jak słynni Maxick, Otto Arc czy Sandow. Wyobraźcie sobie mój szeroki uśmiech jak zobaczyłem że narzędzia i metodyka Systemy również do tego prowadzą i co lepsze…dają głębsze zrozumienie tej pracy, ponieważ są połączone z innymi narzędziami (praca w parterze, ćwiczenia oddechowe i relaksacyjne) dla zwiększonej skuteczności.
 
W sztukach walki jest to niesamowicie użyteczna umiejętność. Na przykład walczysz z dwoma osobami i jedna z nich Cię chwyta za ramiona, wciąż masz możliwość wykonywania ruchów i działania pozostałymi partiami. To samo gdy ktoś Cię przydusi, masz mnóstwo innych możliwości. Masz całe ciało do wyboru…To piękna rzecz. W momencie gdy trenujesz tylko integracje i ciągłe napinanie całego ciała, to w takich sytuacjach ograniczasz sobie możliwość działania..Będziesz się tylko opierał na sile, ale jeśli przeciwinik jest silniejszy lub mocno Cię chwycił to w ten sposób szybko zużyjesz całą wytrzymałość i energię..W momencie gdy jesteś w stanie się posługiwać swoimi mięśniami niezależnie rośnie Ci pewność siebie ponieważ zawsze możesz czegoś użyć..Każda nawet najdrobniejsza partia staje się Twoją bronią. Kiedyś podczas konfrontacji ulicznej to właśnie ta umiejętność mnie ratowała, mój przeciwnik był duży i jego taktyka była prosta, chwytał mnie tak zwanym ‚bear hugiem’, potocznie mówiąc jest to ‚niedźwiedzi uścisk’, a więc osoba obejmuje nas rękoma w torsie i chcę nas w ten sposób przydusić. Zapaśnicy często to wykonują a potem robią natychmiastowego supla, a więc rzucają przeciwnikiem o parter. Zauważyłem że w takiej sytuacji moje ciało, a ściślej mówiąc mój tors dosłownie ‚wyślizgiwał’ się z jego objęcia. Gdybym się spiął, to pozamiatane, zostałbym schwytany i obezwładniony. Ale trening Systemy nie uczy się spinać, ale releksować. Utrzymując tors w luźnym stanie, za każdym razem byłem w stanie mu się wymknąć z jego rąk i kontrolować sytuacje. Wtedy bliżej głębiej zrozumiałem na czym polega metoda walki w Systemie. To było ekonomiczniejsze i jednocześnie wymykając się mu, nabierałem pewności siebie, podczas gdy mój oponent co raz bardziej się frustrował, ponieważ jego najsilniejsza taktyka nie działała. Zaczął popełniać błędy…Ale tutaj kończę opowieść.
 
Innym ciekawym przykładem w którym niezależność w operowaniu mięśniami dała o sobie znać. Wykonywałem dipy na obręczach gimnastycznych. Po kilku powtórzeniach dostrzegłem że zbyt mocno angażuje biodra, łydki oraz brzuch. Zupełnie niepotrzebnie. A więc lekko zwolniłem napięcie z brzucha, natomiast całkowicie odprężyłem łydki i biodra. W ten sposób pozbyłem się ‚hamulców’ i byłem w stanie wykonać znacznie więcej powtórzeń a ruch był płynniejszy i gładszy. Poprzez tego typu doświadczenie odkryłem nowy kierunek w treningu, iż często nasze własne mięśnie i ich napięcie blokuje nasz pełny potencjał w kwestii siły, wytrzymałości oraz mobilności. Do dziś odkrywam ten koncept nieustannie podczas treningów. To troszkę zupełnie inne podejście niż w tradycyjnych stylach i metodach gdzie często uczy się całkowicie napinać wszystkie partie ciała, ale w ten sposób blokujemy również sporo możliwości i chcemy wszystko rozwiązać za pomocą siły, podczas gdy mobilność i ruch mogą mieć znacznie wszechstronniejsze zastosowanie i ekonomiczność. Ale to tyle na teraz, nie chcę wchodzić głębiej w to zagadnienie, ponieważ w artykule i za pomocą słów ciężko jest go precyzyjnie przedstawić. To trzeba poczuć na własnej skórze.
 
Przejdźmy do drugiego ćwiczenia. To inny koncept do nauki i pracy tym razem. Mianowicie jest to przykład ćwiczenia statyczno-dynamicznego. W skrócie oznacza to iż jedna partia ciała wykonuje dynamiczny ruch, a druga znajduje się w statycznej pozycji. Proste ćwiczenie, bardzo skuteczne. Rozwija siłę i wytrzymałość sekcji środkowej a jednocześnie mobilność i elastyczność nóg.
 
Leżymy na plecach. Dolna partia pleców oczywiście stabilnie osadzona na podłożu. Klatka piersiowa, ramiona, szyja, twarz, barki są odprężone całkowicie. Nie są potrzebne w tym ruchu. Nogami natomiast zaczynamy ‚kreślić’ cyfry w powietrzu. 1, 2, 3, 4, 5….i tak dalej. Spróbujcie wykonywać na prawdę szerokie i długie ruchy biodrami. Szybko zrozumiecie że to rozwija mobilność. Bądźcie czujni i sprawdzajcie aby plecy nie odrywały się z podłogi. Oddychajcie płynnie i lekko cały czas. Oddech jest priorytetem ponieważ wzmacnia i reguluje procesy fizjologiczne oraz wydajność systemu nerwowego. Pozwala także zachować spokój w umyśle. Jest to świetne ćwiczenie przygotowujące pod kopnięcia z różnych pozycji.
 
Jeżeli ktoś chcę popracować znacznie mocniej nad koncentracją i chcę poczuć czym jest prawdziwy neurologiczny trening angażujący dwie półkule mózgowe może spróbować tej piekielnej wariacji:
 
Pisząc cyfry powiedzmy od 11 do 20 nogami, jednocześnie rękoma nad klatką piersiową kreślicie cyfry od 20 do 11. Jest to arcytrudne ćwiczenie które pokaże wam luki w koncetracji. Bądźcie przygotowani iż na samym początku będziecie zagubieni i nieporadni jak małe dzieci dosłownie. Nie będziecie wiedzieli co zrobić. Ale systematyczna praktyka da wam zwiększoną koncentracje i stabilność psychologiczną. To ćwiczenie poleca Vladimir Vasiliev jako forma przygotowania pod walkę z wieloma napastnikami jednocześnie, gdzie trzeba operować rękoma i nogami wszechstronnie i mobilnie cały czas w różnych kierunkach.
 
Dobrej zabawy!

Leczenie pleców

Dostałem pytanie, w jaki sposób wzmocnić plecy w odcinku lędźwiowym, aby usunąć ból w tej części ciała. Kolejne świetne pytanie i dziękuje. Dziękuje za tak dobre pytania i zaufanie w tej kwestii.
 
Jeśli chodzi o ból, to warto przede wszystkim zastanowić się skąd pochodzi jego przyczyna. Często ból może być somatyczny, to znaczy niekoniecznie związany ze sferą fizyczną ciała, ale z jakimś kłopotem natury psychologicznej. Duży stres, zmartwienia, strach, inne emocje…Ciało jest wielkim magazynem naszych emocji. Warto mieć to na uwadze. Kolejną przyczyną jest styl życia. Dużo pozycji zgiętych, dużo pozycji siedzących to zazwyczaj główny powód schorzeń w obszarze ledźwiowym naszych pleców. Są rzecz jasna specyficzne ćwiczenia które pomagają i wzmacniają, ale nie da się obejść pewnych zmian w stylu życiu. Jeśli ktoś siedzi przez kilkanaście godzin, a poświęca 10-15 minut na wzmocnienie pleców, to trochę jednak tak nie działa. Nasz organizm zawsze dostosowuje się do częstotliwości danych bodźców i nawyków. Trzeba lekko zmodyfikować styl życia. Nie ma tak że jeśli ktoś chcę prowadzić zdrowy i atletyczny tryb życia, a jednocześnie siedzi w pracy 8 godzin. To tak nie działa, przykro mi. Coś za coś.
 
W przypadku pracy z dolną partią ciała pierwszym krokiem jest prawidłowe ustawienie kręgosłupa, zwiększenie jego zdolności do rotacji oraz wzmocnienie brzucha. Częstym powszechnym błędem ludzi którzy chcą rozwiązać swój problem w tym miejscu ciała jest wykonywanie różnych wygięć w tył. To jest część treningu kręgosłupa ale niekoniecznie podstawowa. Czasem te wygięcia mogą spowodować więcej szkody niż pożytku. Oto prosty test: połóż się na plecach, całe ciało leży na podłodze. Zauważ pozycję dolnej partii pleców. Czy jest całkowicie stabilnie osadzona na podłożu? Jeśli jest wygięcie, to kolejna dawka wygięć może nie być rozwiązaniem. W pierwszej kolejności trzeba ustawić kręgosłup do prostej linii.
 
I jak na przekór to właśnie od tej leżącej pozycji warto zacząć. Wystarczy lekko podkurczyć nogi w kolanach do momentu w którym plecy zaczynają przylegać maksymalnie do podłogi. Weźcie rękę i dotknijcie teraz swojego brzucha, naturalnie się napiął, prawda? Wystarczy zacząć oddychać i relaksować się w tej pozycji przez kilka minut. Bez zbędnego napięcia. To jest tak zwany refleksywny trening, a więc za pomocą oddychania i relaksacji pozwalacie ciału znaleźć swoją strukturę i naturalne napięcie. To ćwiczenie jest polecane przez Stuarta Mcgilla, specjalistę w dziedzinie biomechaniki kręgosłupa, stosowane jest także w Original Strength i w Systemie. Ale to nic nowego, tutaj liczy się koncept. W łagodny sposób prostujemy strukturę i jednocześnie wzmacniamy brzuch. Po 2-3 minutach lekkiego i płynnego oddychania, wstańcie. Co czujecie? Na pewno większy luz i stabilność w lędźwiach. Dla wielu osób ból może zniknąć po tym ćwiczeniu. Nie na stałe, ale jest to dobra wskazówka na przyszłość.
 
Dalsze ćwiczenia posturalne. Postawa ciała jest jedną z najtrudniejszych rzeczy do rozwijania i ten proces się niekończy. To jest fundament naszych ruchów. Gdy sylwetka jest w jakikolwiek sposób zniekształcona, zakrzywiona lub nadmiernie wygięta to dodawanie do niej większych obciążeń w postaci ciężarów, eksplozji oraz akrobatycznych ćwiczeń mija się z celem, ponieważ wzmacnia zniekształcenie, zakrzywienie i wygięcie. Im więcej szczerej i przykładnej pracy nad postawą, tym o dziwo rośnie potencjał mobilności, eksplozywności, zwinności i ekwilibrystyki ciała. I to bardzo znacząco. Większość ruchów akrobatycznych odblokowała mi się bez ich wykonywania, tylko z pracy nad posturą. To samo się tyczy ruchów eksplozywnych. Sekrecik atletyzmu tkwi w zrelaksowanej prostej postawie ciała.
 
a. Podejdź twarzą do ściany. Tak blisko jak jesteś w stanie. Kontakt powinny mieć: klatka piersiowa, brzuch, uda, kolana i palce stóp. Skieruj głowę w prawą lub lewą stronę, w ten sposób jeszcze bardziej jesteś w stanie się ‚docisnąć’ do ściany. Podnieś ramiona nad głowę. Dłonie oraz przedramiona mają kontakt ze ścianą. To ćwiczenie dodatkowo zwiększa mobilność ramion. Jesteś w bardzo prostej strukturze. Przyciągnij biodra do ściany, nie pozwól aby tyłek zbyt nadmiernie wystawał w tył i powodował wygięcie w kręgosłupie. Oddychaj i relaksuj całe ciało przez 2-3 minuty.
 
b. Teraz się odwróć. Stań plecami do ściany. Kontakt mają całe plecy: łopatki oraz ledźwie. Nogi mogą być nieco wysunięte do przodu. Teraz ćwiczenie, jedno z moich ulubionych w ostatnim czasie. Piękne do kształtowania prostej i potężnej postawy ciała. Siłowe! Schodzisz w dół, wykonując przysiad. Powiedziałbym raczej że dosłownie lekko się ‚ześlizgujesz’ po ścianie. Polcam wykonywać powolny i precyzyjny ruch. Plecy cały czas mają kontakt ze ścianą, nie odrywają się nawet na moment. Schodzicie tak daleko na ile pozwala wam wasza elastyczność, siła oraz mobilność. Nic na siłę, proszę! Plecy się odrywają, to się zatrzymujecie. Powrót do góry w tym ćwiczeniu jest arcyciekawy i bardzo trudny zarazem, całość ciężaru schodzi na nogi. Pamiętajcie, nie odrywacie pleców. Sztuczka ruchowa w tym ćwiczeniu: ‚wspinajcie’ się do góry za pomocą łopatek. Pamiętacie jak przedstawiłem ćwiczenie polegające na przemieszczaniu się na plecach w parterze używając ruchu barkami i łopatkami? To tutaj jest dokładnie ten sam, tylko w innej pozycji, a zamiast parteru mamy ścianę. Lekkie ruchy łopatkami i nie odrywajcie lędźwi od ściany. Czujecie nogi? To jest piekielne ćwiczenie, szczególnie jeśli jest wykonane w powolnym tempie, to po 2-3 powtórzeniach, będziecie mieli dość.
 
Dwa powyższe ćwiczenia są przykładem dynamiczno-statycznych ćwiczeń posturalnych. ODDECH i RELAKSACJA. Spokój w umyśle.
 
Statyczne, powolne i lokomocyjne pompki są również użyteczne. Wskazówka podczas wykonywania powolnych pompek. Może się pojawić tendencja do zgięcia w lędźwiach, szczególnie gdy wysiłek fizyczny i napięcie jest intensywne. Skierujcie uwagę w tym kierunku i wyprostujcie plecy wówczas. Ten fenomen jest widoczny w życiu codziennym. Jeśli ktoś kiedyś wykonywał ciężką pracę fizyczną przez długi czas i stosunkowo intensywnie, to doskonale wie że w pewnym momencie plecy same się zniekształcją. Napięcie powoduje że kręgosłup słabnie i w tym momencie jest łatwo podatny na urazy. To jest punkt w którym jest najsłabszy. Zwracając na to uwagę podczas między innymi pompek i przysiadów refleksywnie wzmacniamy plecy i potem podczas intensywnego wysiłku kręgosłup samoistnie potrafi się zabiezpieczać i wejść w ruchy które są dla niego komfortowe i nie powodują urazów. Piękna sprawa, zdecydowanie.
 
Przejdźmy do kolejnych ćwiczeń tym razem w parterze.
 
a. Klasyczne wznosy nóg. To ćwiczenie jest jednym z podstawowych w treningu Systemy. Wykonane prawidłowo i świadomie jest jednym z najlepszych ćwiczeń pozwalających wzmocnić brzuch i jednocześnie wyeliminować ból z lędźwi. Najważniejszy tutaj jest powolny i precyzyjny ruch, oraz to aby plecy nie odrywały się z parteru.
 
 
Tutaj jest bardzo fajna wariacja, która pozwala rozpocząć ruch z górnej pozycji. W ten sposób mamy więcej kontroli i jest to łatwiejsze, ponieważ faza opuszczania, a więc negatywna faza ruchu jest zawsze łatwiejsza niż faza podnoszenia. Mięśnie są zaangażowane w mniejszy sposób. Tutaj zasada jest stosunkowo prosta: im wolniejszy ruch, tym więcej siły, kontroli i mobilności zyskujesz, dlatego że rozwijasz nie tylko mięśnie, ale przede wszystkim powięzi i ścięgna, które są wytrzymalsze, bardziej sprężyste i mobilniejsze niż mięśnie. Jeśli podczas tego ruchu plecy się odrywają, to wróć do punktu w którym leżą stabilnie. Gdy będziesz kontynuuował dalej to ćwiczenia z wygięciem, to wówczas drobne więzadła i stawy w lędźwiach wykonują całą pracę fizyczną powodując znaczące obciążenie i ryzyko kontuzji. Dlatego między innymi zwolnienie ruchu jest tak skuteczne, ponieważ pozwala wyostrzyć koncentracje i świadomość na tym co robisz, a nie przelecieć szybko, bezmyślnie i niechlujnie poprzez zakres ruchu, w ten sposób nie zwiększając umiejętności fizycznych ciała, a co gorsza osłabiając go w dłuższym dystansie.
 
Krótka minisesja którą można zastosować: utrzymujesz powiedzmy przez 30 sekund w którymś z punktów ruchu we wznosach, a następnie robisz 3-5 powolnych wznosów. Znów zatrzymujesz, znów kilka wznosów, znów zatrzymujesz, znów kilka wznosów….Powiedzmy przez 10-15 minut. Dostaniesz wycisk, zarówno fizyczny i psychologiczny, ale jeśli wykonasz tę sesję prawidłowo i faktycznie się do niej przyłożysz, to poczujesz lędźwie jak NOWONARODZONE, gwarantuje Ci to! Statyczne i dynamiczne ruchy są bardzo skuteczne, ale wymieszane są jeszcze skuteczniejsze. Są bardzo często używane w Systemie, jak również wśród innych atletów. To jeden z podstawowych trzonów metod rosyjskiego treningu fizycznego i psychologicznego. Zatrzymania izometryczno-dynamiczne również zostały przedstawione szczegółowo w „Nagim Wojowniku”.
 
Możemy się przetoczyć teraz na brzuch. Popracujemy nad wygięciem kręgosłupa. To bardzo dobra metoda wzmacniania, ale jak sami widzicie nie jest wykonywana na początku gdy postura jest słaba. Wygięcia są ścieżką do akrobatyki…ale jeśli istnieje jakikolwiek nawet drobny ból, słabość i sztywność w lędźwiach to z własnego doświadczenia mogę rzec iż wyginanie wówczas kręgosłupa jest kiepskim pomysłem, to tak jakby próbować wygiąć suchy patyk…domyślacie się co wtedy się dzieje? To pogłębia uraz. Najpierw trzeba kręgosłup przywrócić do naturalnego stanu elastyczności, plastyczności i mobilności. Potem można go wyginać i zginać dowolnie. Progresje w tym programie nie są przypadkowe, tylko celowo i świadomie dobrane w ten sposób.
Leżymy na brzuchu. Ramiona wzdłuż ciała. Powoli podnosimy głowę, szyję, tors i korpus w górę. Nogi pozostają na podłodze. Powoli to tutaj jest na prawdę trafne określenie. Z oddechem. Trik: lekki i szybki oddech dosłownie ‚pompuje’ ciało w górę. To jest trochę zaawansowany koncept, ale w ten sposób praktycznie nie używamy siły mięśni, szczególnie w dolnej części pleców, ale sam oddech steruje ruchem. W ten sposób można sobie uświadomić iż ciało dosłownie działa jak pneumatyczny, hydrauliczny podnosik który swoje funkcjonowanie opiera na wodzie i powietrze. Ciało składa się z krwi i tlenu. Działa na tej samej zasadzie. Na prawdę spróbujcie poczuć jak oddychanie was unosi w górę. Gdy dotrzecie do swojego limitu w zakresie ruchu, zrelaksujcie się w tej pozycji przez 2-3 minuty. Oddychajcie i starajcie sie eliminować napięcie z odcinka lędźwiowego pleców. Bardziej zaawansowane osoby mogą wyciągnąć ramiona nad głowę. Następnie ponownie wraz z oddechem obniżajcie powoli tors w dół. W drugiej serii tym razem do góry unosicie same nogi, począwszy od stóp, łydek, kolan, ud…Tak wysoko jak jesteście w stanie. Niech oddech niczym ‚pompka’ podnosi nogi do góry. W górnej pozycji rozluźnijcie się i oddychajcie dalej. Chwila medytacji bym rzekł. Zacznijcie opuszczać nogi w dół. W trzeciej serii wraz z oddechem jednocześnie podnosicie nogi oraz tors w górę. Tak wysoko jak to możliwe. Znów przez chwilę medytacja, oddychanie i relaksacja.
W ostatniej serii, wraz z wdechem podnosicie tors do góry, następnie wydech i opuszczacie go w dół, jednocześnie podnosząc nogi w górę. Obniżacie nogi, podnosicie tors. Opuszczacie tors, podnosicie nogi. Powoli i łagodnie. Nie jestem fanem ćwiczeń w których ludzie wykonują bardzo szybkie powtórzenia, w sposób szarpany i gwałtowny ponieważ jest to irytacja dla kręgosłupa. Prawdziwa dynamika i szybkość są wynikiem dokładności, zwolnienia i czystej kontroli. To ćwiczenie przypomina trochę jakby ‚wagę’, równoważnie, lub konika bujanego w parku. Jest świetne dla kręgosłupa. Przygotowuje bazę pod akrobatykę i bezszelestne upadanie.
Ta sesja może być połączona, a nawet dla najlepszych rezultatów powinna być połączona z sesją wznosów nóg. Doświadczycie zupełnie innych odczuć w odcinku lędźwiowym kręgosłupa.
 
Rotacyjność kręgosłupa to następny element do rozwijania. Zdecydowanie tylko w niektórych dyscyplinach jest on poważnie traktowany. W różnych innych systemach wręcz stosuje się tak zwane ćwiczenia antyrotacyjne, lecz jak odkryłem całe ciało to jedna wielka spirala i rotacyjność. Im lepsze są te właściwości tym większa swoboda i wszechstronność w ruchu oraz umiejętnościach atletycznych. Sztuki walki, sporty kontaktowe, akrobatyka, sprinty są w głównej mierze oparte na rotacjach. Również to była pierwsza forma lokomocji podczas okresu w którym rozwijaliśmy się jako dzieci. Warto do niej wrócić i dziennie ją szlifować. Minimum te 10-15 minut, jeśli komuś faktycznie zależy na zdrowym, silnym i mobilnym kręgosłupie oraz ogólnie wysokich zdolnościach atletycznych. Rotacje można wykonywać w dowolny sposób, w dowolnych pozycjach, lecz zacznijmy od podstaw więc od parteru.
 
Przemieszczenie się z pleców na brzuch, z brzucha na plecy w dowolny sposób to piękna praktyka która towarzyszy mi już od blisko 5 lat i wciąż nie zamierzam jej zostawić. Wciąż jest odkrywcza, twórcza i ekstremalnie korzystna dla zdrowia! Wariacji tego typu ruchów są setki. Tutaj ograniczeniem jest jedynie nasza wyobraźnia oraz kreatywność. Im więcej giętkości i mobilności zyskujemy w kręgosłupie, tym więcej nowych ruchów się pojawia. Spróbujcie się przemieszczać w ten sposób nie używając rąk i nóg, mając ręcę splecione z tyłu, wzdłuż ciała, nad głową…Spróbujcie również z siadu płaskiego..Z pozycji klęcznych, z pozycji pompki…tutaj na prawdę jest tego mnogość.
 
Powyżej przedstawiłem podstawowe metody wzmacniania kręgosłupa i redukcji bólu w odcinku lędźwiowym. Rzecz jasna wzmacniane jest całe ciało, jak również psychika. To nie może nigdy być wyjęte z kontekstu. I maksymalna izolacja nigdy nie ma miejsca. Kilka słów o nastawieniu. Liczba powtórzeń, perfekcyjna technika ma tutaj mniejsze znaczenie. To co się liczy to podejście. Systematyczność i cierpliwość to wielka siła. Dużo osób rezygnuje na starcie ponieważ myślą życzeniowo, wydaje im się że kilka lat destrukcyjnych nawyków są w stanie odwrócić kilkoma sesjami. Niestety nie są. Ci którzy są cierpliwi i wytrwali dostaną zasłużoną nagrodę. Stosując powyższe ćwiczenia ze szczerością, koncentracją i dbałością o swoje ruchy i ciało nie sposób nie dostać rezultatów. Już po jednej takiej dokładnej i świadomej sesji odczucia są zupełnie inne. Natomiast trwałe efekty to tak minimum 90 dni aby system nerwowy wytworzył nową ‚pamięć mięśniową i strukturalną’. Dlatego tutaj nie ma co się spieszyć, Ci co się spieszą to zawsze lądują twardo na tyłku…Ci którzy stopniowo i spokojnie idą w kierunku celu w końcu do niego docierają. To oznaka relaksu i panowania nad swoimi impulsami. Potraktujcie ten trening jako forma pracy nad szacunkiem do siebie i kształtowaniem charakteru. Nie ma nic wybitnie egzotycznego w tych ćwiczeniach, ale ich struktura jest rozłożona bardzo progresywnie tak iż wzmacnia krok po kroku w odpowiednich punktach..
Stosować te ćwiczenia można oddzielnie a można w ramach jednej sesji treningowej, powiedzmy 3-4 razy w tygodniu jako trening kręgosłupa. Pozwólcie sobie na wysiłek fizyczny, ale bez fanatyzmy i bezmyślnej destrukcji. Obserwujcie siebie. Zobaczcie w jaki sposób w ogóle traktujecie swoje ciało. Z szacunkiem jako coś żywego czy tylko jako maszynę? Spróbujcie być stanowczy podczas ruchów. Jak z dzieckiem dosłownie. Czasem delikatnie i łagodnie, a czasem stanowczo i trzeba ‚klapsa’ dać. To w jaki sposó traktujecie swoje ciało oraz ile wkładacie wysiłku i koncentracji jest wprost proporcjonalne do tego ile otrzymacie. Podchodzicie z nastawieniem ‚po łebkach’, takich rezultatów więc się spodziewajcie…To jest dogłębna praca, nie tylko z fizycznością ale także charakterem…Życzę owocnych rezultatów!

Wieczne jutro

„Wieczne jutro”, inaczej można to określić jako odkładanie tego co jest ważne do zrobienia na później. Zamiast tego lepiej zająć się mało istotnymi pierdołami. Zazwyczaj ludzie odkładają na jutro zawsze to co ma dużą wartość: zadbanie o swoje zdrowie i sprawność fizyczną, zmierzenie sięz trudnym problemem, przestrzeganie dobrego jadłospisu etc. W moim skromnym przekonaniu jest to choroba dosyć powszechna w dzisiejszych czasach. Uważam ją za chorobę ponieważ ma niekorzystny wpływ na nasz rozwój i zdrowie. Jednocześnie jest bardzo niezpieczna ponieważ nie jest widoczna aż tak gołym okiem. W środowisku medycznym nie występuje, ponieważ zazwyczaj nie ma tabletki na to. Czujecie ten klimat że ktoś idzie do apteki i prosi: poproszę ten syrop lub te leki które pomogą mi zacząć działać tu i teraz, abym w końcu mógł przestać odkładać ważne czynności na jutro, na później? Byłoby całkiem zabawnie. Tego rodzaju nastawienie to bardziej dolegliwość duchowa i psychologiczna, a więc znacznie bardziej subtelna, przez co również trudniejsza do ‚wyleczenia’. Dostrzeżenie jej wymaga świadomości. Dlaczego odkładamy rzeczy na jutro, na kolejny dzień? To ciekawe pytanie, i nie ma jednoznacznej, absolutnej odpowiedzi. Zawsze będzie się różnić w zależności od danej osoby. Ale praktycznie zawsze jest to mieszanka wysokiej dumy, złudzeń w głowie, zwykłego lenistwa, braku chęci i słabego wewnętrznego systemu wartości. Ludzie nie chcą zacząć działać od razu, ponieważ są przekonani że nie wiedzą wystarczająco dużo, dlatego szukają nowej wiedzy, nowych przekonań. Chcą mieć idealnie perfekcyjnie zaplanowany harmonogram działań. To niestety jest forma złudzenia w głowie, ponieważ coś takiego nie istnieje i nigdy nie istniało. Ci którzy chcą być perfekcyjni, tkwią w jednym miejscu bardzo bardzo długo, aż w końcu dostają taki cios od życia, że już dłużej nie chcą być perfekcyjni, wolą natomiast popełniać masę błędów, ale przynajmniej działają i się uczą. Inna kwestia to jest magiczne myślenie że w dniu jutrzejszym nagle wszystko zacznie pięknie działać. Nagle się pojawi jakaś motywacja, wyższa energia, coś spadnie z nieba i wszystko o dziwo pięknie się zmieni. Może czasem tak jest, że jednego dnia mamy więcej motywacji i zapału, drugiego mniej. Ale ostatecznie to prowadzi do bardzo niesystematycznego działania, a więc kiedy czujemy motywacje to działamy, kiedy jej nie mamy, odkładamy na jutro, na pojutrze, czekamy na pozytywne wibracje i energię. Z takim nastawieniem nie da się praktycznie nic osiągnąć, ponieważ jesteśmy kontrolowaniu jak marionetki w teatrze lalek poprzez własne myśli i emocje. Całe wyzwanie i trik polega na tym abyśmy to my nimi operowali, a najprostszą drogą ku temu jest działać pomimo braku motywacji i zapału. To jest umiejętność i sztuka. Jednak jakimś dziwnym trafem umyka nam całkowicie. Dlatego czekamy dalej i odkładamy na jutro..Kolejna rzecz to zwykłe lenistwo. Nie muszę tutaj wiele tłumaczyć. Jeśli ktoś chcę to będzie działać i zrobi swoje w każdym środowisku, w każdych warunkach i o każdej porze dnia. Jeśli ktoś nie chcę, znajdzie setki wymówek i powodów by tego nie zrobić. Ostatnia rzecz to słaby wewnętrzny system wartości. Tak na prawdę nie wiemy czego chcemy od życia. Błąkamy się i błądzimy. Ktoś decyduje za nas. Ktoś decyduje o naszym spokoju w umyśle i szczęściu. Nie mamy wystarczająco silnego powodu do działania dlatego odkładamy wszystko na jutro. Warto się zastanowić ile chwil i możliwości umknęło nam w ciągu życia, tylko dlatego że postanowiliśmy działać później. Nawet nie wiemy ile pięknych wspomnień i radosnych chwil z tego mogło wyniknąć. Życie wcale takie długie nie jest jakby się wydawało. Im człowiek jest starszy, tym szybciej czas zasuwa i na prawdę w pewnym momencie nie chcę się już odkładać. Paradoksalnie miałem ten tekst z początku napisać JUTRO, ale byłby to cios we własną głowę, haha!. Na koniec przytoczę autentyczną rozmowę z pewną osobą która odkładała wszystko na inny dzień. Gdy jej powiedziałem że już teraz może zrobić prosty i krótki trening by zadbać o swoje ciało i umysł, to mi odpowiedziała że przemyśli to później. Mój mózg został w tamtym momencie roztrzaskany. Dlatego polecam przestać odkładać na jutro. Już teraz można zakasać rękawy i coś zrobić w kierunku zdrowia i siły. Na podłogę i kilkanaście powolnych pompek, następnie kilkanaście przysiadów, brzuszków. Trochę ruchu w parterze. Wyjść na spacer. Wreszcie zmierzyć się z problemem który nas trapi. Wreszcie dokończyć to co zaczęliśmy. Przestać odkładać. Ponieważ właśnie to odkładanie mąci w głowie, wprowadza chaos, dezorientacje i zakłóca spokój. Jak się okazuje wykonanie czegoś teraz kosztuje mniej energii i sił niż odkładanie tego na kolejny dzień. Do roboty!